Społeczne forum mieszkańców i sympatyków miasta Chorzowa Strona Główna Społeczne forum mieszkańców i sympatyków miasta Chorzowa


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Marsz pamięci obozu "ZGODA"
Autor Wiadomość
Amra 
Mieszkaniec
Oberschlesier



Imię: Adrian
Wiek: 45
Dołączył: 03 Sty 2009
Posty: 44
Skąd: Königshütte
Wysłany: 2009-01-18, 12:15   Marsz pamięci obozu "ZGODA"

W dniu 31 stycznia 2009 odbędzie się Marsz Pamięci obozu "ZGODA" trasą marszu więźniów w przeddzień rocznicy ponownego otwarcia obozu hitlerowskiego przez władze stalinowskie:
12.00 Wymarsz z Placu Wolności w katowicach
13.30 Zbiórka mieszkańców Chorzówa przy dworcu PKP w Wielkich Hajdukach(Chorzów Batory)
14.00 Zbiórka mieszkańców Świętochłowic przy parkingu marketu Biedronka na ul Katowickiej. Zapalenie zniczy w miejscu byłej Hali targowej - pierwszego przystanku.
14.30 Modlitwa i zapalenie zniczy pod Bramą obozu.
14.45 Projekcja filmu i ciepłe napoje w Zespole Szkół Salezjańskich.

A tu bardzo ciekawy cytat:

"Na czele oddziału, do którego włączono mieszkańców śródmieścia Katowic, szedł człowiek otulony flagą ze swastyką hitlerowską. Za oddziałem Katowic ustawiono kolejno mieszkańców dzielnic, a to: Dąb, Załęże, Zawodzie, Bogucice i innych. Przed każdym z tych oddziałów również stał człowiek otulony flagą hitlerowską. Następnie zarządzono marsz całej kolumny ulicami 3 Maja, Gliwicką, Chorzów Batory, Świętochłowice do hali targowej w Świętochłowicach. Naszą grupę prowadził niejaki Franciszek Kielc, który był owinięty flagą. (...) Podczas nocnego pobytu w hali targowej bito więźniów, kopano i widząc to maltretowanie, schowałem się pod taczką na śmieci. Po tej masakrze kilka osób zmarło, a niektórzy odbierali sobie sami życie".
_______________________________________________


Ciekawy artykuł na temat obozu:

Historia Obozu Pracy w Świętochłowicach

Na powojennych losach rdzennej ludności Górnego Śląska zaważyła w dużym stopniu polityka narodowościowa władz niemieckich prowadzona podczas II wojny światowej. Pierwszą próbę weryfikacji narodowości mieszkańców tych ziem podjęli Niemcy w grudniu 1939 r. podczas akcji rejestracji ludności, zwanej od konieczności złożenia odcisku palca na formularzu - "palcówką". Okazało się, że m.in. ze strachu przed deportacją, represjami, po wezwaniach biskupa śląskiego Stanisława Adamskiego do "maskowania się" ponad 90% mieszkańców Górnego Śląska zadeklarowało swą narodowość i język jako niemieckie. Wiosną 1941 r. podjęto kolejną próbę weryfikacji narodowościowej podjęta została podczas akcji wpisu na niemiecką listę narodowościową (DVL - Deutsche Volksliste). Mieszkańcy Górnego Śląska, podobnie jak innych terenów wcielonych do Niemiec, mogli się ubiegać o wpis do jednej z czterech grup volkslisty, w zależności od stopnia świadomości oraz aktywności narodowej. Praktyka była jednak taka, że Ślązaków, uznawanych za ludzi pochodzenia niemieckiego częściowo spolonizowanych w okresie międzywojennym, masowo nakłaniano, a często nawet zmuszano do składania wniosków o wpis na volkslistę. Wynikało to m.in. z chęci pozyskania poborowych do Wehrmachtu. Blisko 2/3 mieszkańców przedwojennego województwa śląskiego (bez Śląska Cieszyńskiego) otrzymało III grupę volkslisty. Grupa II liczyła ponad 200 tys. osób w całym byłym województwie śląskim. Oznaczało to, że niemal w każdej rodzinie śląskiej znaleźli się tzw. "dwójkarze". Dylematy związane z volkslistą dobrze oddaje funkcjonujący wówczas na Śląsku wierszyk: "Jeśli się nie podpiszesz/ twoja wina, zaraz cię wezmą do Oświęcimia, a gdy się podpiszesz ty stary ośle/ zaraz cię Hitler na Ostfront pośle". Władze niemieckie musiały uznać, że akcja volkslisty nie spełniła swojego zadania, czyli nie podzieliła jednoznacznie mieszkańców Górnego Śląska na Niemców i Polaków.

Władze komunistyczne rozpoczęły porządkowanie kwestii narodowościowych na Górnym Śląsku, opierając się na wynikach akcji volkslisty. Nie dostrzegając specyficznej sytuacji tych ziem wychodzono z założenia, że osoby zaliczone do grupy I i II to Niemcy lub co najmniej zdrajcy narodu. Wynikało to z nieznajomości stosunków narodowościowych oraz chęci szybkiego i surowego rozprawienia się z wszystkimi, którzy zaparli się polskości. Patrzenie na zagadnienie niemieckiej listy narodowościowej na Górnym Śląsku poprzez doświadczenia z volksdeutschami w Generalnym Gubernatorstwie doprowadziło do powstania wypaczonego wizerunku "Ślązaka - zaprzańca", a ocenę volksdeutscha-zdrajcy przenoszono także na Śląsk, gdzie niemal cała ludność została wpisana na volkslistę. Przekonana o tym była także kadra napływowych urzędników oraz funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa zupełnie niezorientowanych w strukturze narodowościowej Górnego Śląska.

Wyjaśnienie kwestii volkslisty wydaje się mieć zasadnicze znaczenie w zrozumieniu funkcjonowania obozów pracy na Górnym Śląsku po II wojnie światowej. Rozwiązania prawne dotyczące volksdeutschów okazały się wyjątkowo restrykcyjne. Przepisy pierwszego aktu prawnego do tyczącego tej kwestii, tj. dekretu PKWN z 4 listopada 1944 r. "O ŚRODKACH ZABEZPIECZAJĄCYCH W STOSUNKU DO ZDRAJCÓW NARODU" formalnie nie obejmowały terenów Górnego Śląska. Zastosowanie tego dekretu na Górnym Śląsku oznaczało, że mieszkańców tych terenów wpisanych na DVL potraktowano tak samo jak volksdeutschów z GG. Na podstawie dekretu KRN z 28 lutego 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów, posiadacze II grupy volkslisty, do czasu rehabilitacji, podlegać mieli umieszczeniu w obozie pracy, a ich majątek podlegał konfiskacie. Dekret ten ostatecznie nie wszedł w życie, a zastąpiła go ustawa z 6 maja 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Miała ona na celu izolowanie volksdeutschów oraz wprowadziła możliwość rehabilitacji dla tych, którzy na volkslistę zostali wciągnięci wbrew swej woli lub pod przymusem, a swoim zachowaniem wykazywali polską odrębność narodową. Przymusowemu sądowemu postępowaniu rehabilitacyjnemu poddana została na Górnym Śląsku tylko grupa II, a posiadacze grupy III i IV byli zobowiązani do złożenia deklaracji wierności wobec państwa i narodu polskiego. Z rehabilitacji nie mogły skorzystać osoby zaszeregowane do I grupy volkslisty, które uznane zostały za Niemców. Osoby z III i IV grupą volkslisty otrzymywały jedynie tymczasowe zaświadczenia obywatelskie, co spowodowało, że niemal cała ludność miejscowa znalazła się w stanie podejrzenia karnego o naruszenie wierności wobec państwa polskiego.

Kiedy sąd odrzucał wniosek o rehabilitację, wówczas wnioskodawca trafiał na czas nieokreślony do obozu pracy, zostawał pozbawiony praw honorowych i publicznych, a cały majątek ulegał konfiskacie. Donosy oskarżające o sprzyjanie Niemcom były powodem wielu nadużyć, gdyż ich motywem była często jedynie chęć zajęcia majątku zatrzymanego. Oczywiście nie wszyscy "dwójkarze" na Górnym Śląsku kierowani byli do obozów, gdyż groziło to poważnymi kłopotami w produkcji przemysłowej, bo do tej grupy pod koniec wojny często zaliczano wysoko wykwalifikowanych robotników. W samych Katowicach na początku lipca 1945 r. mieszkało ok. 14 tys. osób zaliczonych do II grupy volkslisty, a w pobliskim Chorzowie aż 33 tys. Jak pokazała praktyka, przepisy te okazały się niedoskonałe i krzywdzące miejscową ludność, naznaczając ją piętnem zdrajców i kolaborantów. Władze wojewódzkie z czasem zrozumiały, że zbyt rygorystycznie podeszły do tej kwestii. Wojewoda przyznał, że wynikało to z braku orientacji w tej sprawie. Zerwanie z zasadą, że stopień winy zależy od kategorii niemieckiej listy narodowościowej, nastąpiło w ustawie z 28 VI 1946 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w latach 1939-1945. Od tego momentu do obozu nie trafiały już osoby z uwagi na grupę volkslisty, ale z względu na konkretne czyny, wskazujące, że dopuściły się zdrady narodu.

Po przejściu frontu przez Górny Śląsk władze sowieckie i polskie wykorzystały zachowane poniemieckie obozy do umieszczania w nich osób narodowości niemieckiej, volksdeutschów oraz podejrzanych o wrogi stosunek do nowego ustroju. Na przykład oświęcimski obóz koncentracyjny stał się miejscem osadzenia wielu Górnoślązaków przed wywiezieniem do ZSRR. Do dużych obozów - dawnych filii Oświęcimia - w Jaworznie i Mysłowicach kierowano setki zatrzymanych mieszkańców Górnego Śląska, których "winą" często było jedynie posiadanie II grupy DVL. Najważniejszym obozem na tym terenie był Centralny Obóz Pracy (COP) w Jaworznie, któremu podlegały mniejsze obozy. Cały system więziennictwa i obozów podlegał Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, stąd cały personel obozowy stanowili funkcjonariusze UB.

Leżący naprzeciwko zakładów "Zgoda" w Świętochłowicach obóz, noszący oficjalną nazwę "Obóz Pracy w Świętochłowicach" byłą filią obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po Niemcach pozostało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem, wieże strażnicze, baraki dla więźniów oraz budynek dla personelu. Jeszcze w lutym 1945 r. skierowano do obozu pierwsze osoby zatrzymane przez funkcjonariuszy urzędów bezpieczeństwa, milicji oraz NKWD.

W początkowym okresie obozem kierowały dwie osoby przybyłe na Górny Śląsk z województwa lubelskiego: Aleksy Krut oraz Salomon Morel. Od czerwca 1945 r. obozem kierował już samodzielnie Salomon Morel.

Wśród więźniów obozu przytłaczającą większość stanowili Ślązacy oraz obywatele III Rzeszy (tzw. Reichsdeutsche), ale znaleźli się tam również Polacy z tzw. "Centralnej Polski" oraz co najmniej 38 obcokrajowców (Austriacy, Belg, Rumuni, Czesi, Francuzi, Jugosłowianie). Wraz z rodzicami do obozu trafiły nawet dzieci. Do obozu kierowano osoby bez żadnych sankcji prokuratorskich, jedynie na podstawie decyzji władz bezpieczeństwa. Jak ocenia jeden z przebywających w obozie, więźniowie "w większości byli prostymi, solidnymi Górnoślązakami, którzy uczciwie pracowali i troszczyli się o swoje rodziny". Starano się jednak przekonać mieszkańców Śląska, że do obozu trafiają wyłącznie Niemcy oraz znienawidzeni aktywiści ruchu nazistowskiego. Gdy na początku marca 1945 r. osoby zatrzymane na terenie Katowic uformowano w kolumny i popędzono w kierunku Świętochłowic, na czele każdej kolumny postawiono człowieka z flagą nazistowską.

W obozie panował straszny głód. Całodzienne wyżywienie stanowiła czarna kawa zbożowa oraz około 125 gramów chleba wydawanych rano i wieczorem, natomiast obiad stanowiła zupa z buraków pastewnych. Dochodziło do tego, że więźniowie żywili się trawą. Ratunkiem dla niektórych były paczki przysyłane do obozu przez rodziny. Były one jednak często konfiskowane przez strażników. Warunki sanitarno-bytowe również były katastrofalne. Więźniowie spali po trzy osoby na jednej pryczy, bez sienników i koców, we własnych ubraniach, w których zostali doprowadzeni do obozu. W krótkim czasie plagą obozu stały się wszy, pluskwy i szczury. Wkrótce pojawiły się także groźne choroby epidemiczne: czerwonka i tyfus.

Najtragiczniejszym okresem w dziejach obozu w Świętochłowicach-Zgodzie był sierpień 1945 r., kiedy szalała epidemia tyfusu. Brak podstawowych warunków sanitarnych oraz właściwej opieki medycznej, a także to, że nie przeprowadzono odwszawienia i nie izolowano chorych spowodował masowe zgony więźniów. W okresie największego nasilenia epidemii odnotowywano kilkadziesiąt zgonów dziennie. Kierując się liczbą dokumentów zmarłych więźniów, należy przyjąć, że oficjalna liczba zmarłych w obozie wynosi 1855. Zwłoki wywożono z obozu nocami wozem drabiniastym i grzebano w grobach masowych na dwóch cmentarzach katolickich oraz na cmentarzu ewangelickim w Świętochłowicach. Pierwsze kroki zmierzające do powstrzymania zarazy podjęto dopiero wtedy, gdy objęła ona cały obóz. Przyjechała komisja lekarska i wszyscy żyjący jeszcze więźniowie zostali zaszczepieni, a baraki zdezynfekowano.

Tyfus i inne choroby nie były jedyną przyczyną śmierci więźniów. Kilka osób zostało zastrzelonych przez strażników podczas próby ucieczki z obozu. Nieustalona liczba więźniów została zakatowana przez funkcjonariuszy obozu. Najdotkliwsze represje dotknęły osadzonych w baraku nr 7 (zwanym "brunatnym barakiem") przeznaczonym dla podejrzanych o przynależność do NSDAP i innych organizacji nazistowskich. Więźniowie byli zmuszani wołać "Heil Hitler" i śpiewać nazistowską pieśń. Co noc dobiegały stamtąd krzyki i jęki maltretowanych mężczyzn oraz młodzieńców. Ofiarami najcięższych tortur byli chłopcy podejrzani o przynależność do Hitlerjugend oraz dziewczęta z BDM. W katowaniu uczestniczył sam naczelnik Morel, który bił więźniów pięściami lub gumową pałką. Znęcał się również w ten sposób, że przy pomocy swej obstawy rzucał więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi. Była to tzw. "piramida", po zakończeniu której leżący najniżej musieli być wynoszeni do ambulatorium z powodu ciężkich obrażeń. Jeszcze większe przerażenie wśród więźniów wywoływało bicie ciężkim taboretem. W noc kapitulacji Niemiec przegoniono więźniów pod prysznice, a następnie na plac obozowy, gdzie po leżących na ziemi i zziębniętych więźniach przebiegała cała grupa strażników.

Skrajnie trudne warunki obozowe, głód i tortury powodowały załamanie psychiczne osadzonych w "Zgodzie". Więźniowie wielokrotnie wspominali o przypadkach rzucania się uwięzionych na druty pod napięciem. Kilka osób popełniło samobójstwo przez powieszenie.

Choć oficjalnie świętochłowicki obóz nosił nazwę obozu pracy, to spełniał również funkcję obozu karnego. Więźniowie baraku nr 7 nie byli wykorzystywani do żadnych prac ani na terenie obozu, ani też poza nim, dla nich był to więc obóz karny, choć oczywiście nikt z nich nie był skazany wyrokiem sądowym. Z obozu wiele osób wysłano do pracy w pobliskich kopalniach i hutach.

Na przełomie października i listopada 1945 r. wizytowała obóz komisja, która zwolniła prawie wszystkich więźniów. Musieli przedtem podpisać zobowiązanie, że pod groźbą kary więzienia nie będą się z nikim rozmawiać o tym, co się działo w obozie.

Ostatecznie świętochłowicki obóz przestał funkcjonować w listopadzie 1945 r., gdyż, jak wspomina Morel, przestał już być potrzebny. Przez ten obóz przeszło blisko 6 tys. osób, z których niemal 1/3 nie przeżyła pobytu. Przez wiele lat dzieje obozu pracy w Świętochłowicach-Zgodzie żyły jedynie w pamięci więzionych tam osób oraz ich rodzin, skrzętnie skrywane z obawy przed represjami za ujawnienie prawdy o tym, jak traktowano rdzennych mieszkańców Górnego Śląska w pierwszych latach Polski Ludowej.

Adam Dziurok Obóz Zgoda



*Ewa
proszę korzystać z edycji postów, która działa do 45 minut od wysłania posta
powyższe scaliłam
_________________
Królewsko Huta, Wielkie Hajduki, Chorzów, Klimzowiec, Nowe Hajduki,Maciejkowice
 
     
Lena 
Administrator Forum



Imię: Lena
Dołączyła: 13 Sty 2006
Posty: 8983
Skąd: Chorzów Stary
Wysłany: 2009-01-18, 12:49   

Nie mówiono nam o tym w szkole,dobrze że teraz coraz głośniej na ten temat.
Straszne to były czasy...
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-01-18, 19:48   

W obozie tym przebywało także wielu członków naszego stowarzyszenia . Czas jest nieubłagany .W ubiegłym roku paru z nich odeszło do wieczności. Pozostały jednak po nich dokumenty i ich osobiste relacje . Do dziś ofiary obozu nie mogą doczekać się upamiętnienia w postaci tablic pamiątkowych . Ich treść została wynegocjowana i , podpisano stosowne porozumienie co do treści napisów.W pracach komitetu uczestniczyły wszystkie zainteresowane organizacje z Górnego Ślaska. Niestety sprawa utknęła w Radzie Ochrony Pomników i Miejsc Pamięci Narodowej. Rada ta usiłuje wbrew prawu narzucić swój kontrowersyjny tekst.
Sprawa była już omawiana przed mniej więcej dwoma latami.
Na naszej stronie internetowaj można znaleźć również parę inforacji na temat obozu
np. http://aip.az.pl/dfk/inde...rom=&ucat=&op=1
 
     
tier 
Junior Admin



Imię: Zwierzak
Wiek: 46
Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 6553
Skąd: Chorzów Batory
Wysłany: 2009-01-18, 21:04   

Lena napisał/a:
Nie mówiono nam o tym w szkole,dobrze że teraz coraz głośniej na ten temat.
Straszne to były czasy...

10 lat temu w Gońcu Górnośląskim był artykuł o obozie i o Salomonie Morelu - komendancie z UB, który przed procesem o zbrodnie wojenne uciekł do Izraela.
 
     
prezes 
Mieszkaniec
autonomista



Imię: m...
Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Posty: 1115
Skąd: SH, Praha
Wysłany: 2009-01-18, 21:53   

Morel zmarl w zeszlym roku bodajze - do konca otrzymywal emeryture od polskiego panstwa
Zapraszam tych, ktorzy moga - ja zaczynam w Katowicach
_________________
PORADZILIMY!
PORADZYMY DALIJ?
NO TOĆ!!
 
     
Hajduk 
Kronikarz



Imię: Henryk
Wiek: 60
Dołączył: 25 Wrz 2008
Posty: 3855
Skąd: Hajduki
Wysłany: 2009-01-19, 06:21   

Salomon Morel


Urodził się 15 XI 1919 r. we wsi Garbów w pow. Lublin. Pochodził z żydowskiej rodziny. Wraz z trzema braćmi pomagał prowadzić ojcu niewielką piekarnię, jednak ze względu na złe warunki materialne już rok później Salomon Morel wyjechał do ciotki, do Łodzi w poszukiwaniu pracy. Tam podjął pracę w firmie konfekcyjnej i pracował jako ekspedient. Po wybuchu wojny wrócił do rodziców do Garbowa. Chcąc uniknąć pobytu w getcie, rodzina Morelów musiała się ukrywać. Z początkiem 1942 r. Salomon wraz z bratem Izaakiem i innymi kolegami założył grupę, która okradała pobliskie wioski. W czasie jednego z napadów grupa została ujęta przez partyzantów AL. Salomon cała winę zrzucił na starszego brata, unikając w ten sposób ukarania. W 1943 r. Salomon wstąpił do parczewskiej partyzantki gdzie służył w batalionie im. Hołody, w którym wykonywał głównie prace gospodarcze.

Jeszcze w tym samym roku zginął brat - Izaak. Ostatni z braci - Józef zaginął w czasie okupacji przeprawiając się do ZSRR. Morel pomagał przeprowadzać przedstawicieli Krajowej Rady Narodowej z Lasów Parczewskich za Bug, latem 1944 roku organizował w Lublinie Milicję Obywatelską. Następnie został przydzielony do służby w charakterze naczelnika więzienia na Zamku w Lublinie, gdzie więziono żołnierzy AK, później pracował w Tarnobrzegu. 15 III 1945 r. Morel został naczelnikiem Obozu P10:22 2001-10-16racy w Świętochłowicach. Był znany z nieludzkiego traktowania więźniów. Po likwidacji obozu w Świętochłowicach Morel pełnił funkcję naczelnika w więzieniach w Opolu, Katowicach, Raciborzu i Jaworznie. Pracę w więziennictwie zakończył w maju 1968 r. na stanowisku komendanta więzienia w Katowicach. Służbę ukończył w stopniu pułkownika. W czasie pracy kształcił się w Katowickim Gimnazjum Z.M.P., w którym w 1949 r. zdał maturę. W 1958 r. rozpoczął naukę na studiach zaocznych Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. W końcu 1964 r. obronił pracę magisterską pt. "PRACA WIĘŹNIÓW I JEJ ZNACZENIE." Salomon Morel został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także Złotym Krzyżem Zasługi.

Do 1992 r. Salomon Morel mieszkał w Katowicach. W lutym 1990 roku Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie Oddział w Katowicach rozpoczęła badanie tematu Obozu Pracy w Świętochłowicach - Zgodzie, a 10 lipca 1992 roku wszczęła śledztwo w tej sprawie. W tym samym roku Salomon Morel wyemigrował do Izraela. Aktualnie śledztwo jest kontynuowane przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu O/Katowice, a w jego toku badane są także i inne wątki związane z tematem.
ze strony:
http://www.insomnia.pl/Sa...ki-t209513.html

POLSKA Dziennik Zachodni
Oprotestowany napis na tablicy upamiętniającej obóz z 1945 roku
15.01.2008
Na razie w Świętochłowicach zdjęto sporne tablice.

Organizacje skupione wokół Ruchu Autonomii Śląska domagają się zmiany tablicy upamiętniającej w Świętochłowicach-Zgodzie miejsce powojennego obozu. Chcą, by z napisu na monumencie usunięto zdanie dotyczące przetrzymywanych w tym miejscu "podejrzanych o kolaborację z hitlerowcami".

"Nigdy ten obóz nie kojarzył się z kolaborantami" - napisano w liście do prezydenta miasta.

Obóz w Świętochłowicach-Zgodzie (luty-listopad 1945 roku), założony w barakach po filii obozu oświęcimskiego Eintrachthütte, przeznaczony był dla "zdrajców narodu polskiego, zbrodniarzy faszystowsko-hitlerowskich i wrogich elementów".


- Faktycznie stał się miejscem odosobnienia dla obywateli Rzeszy i tych, którzy podpisali volkslistę, ale także grupy osób podejrzanych o kolaborację i przestępstwa okupacyjne - wyjaśnia dr Adam Dziurok, historyk katowickiego IPN-u. - Badałem akta sądowe tych podejrzewanych o aktywność w ruchu nazistowskim. Wyroki skazujące zapadały wobec nielicznych byłych więźniów obozu w Świętochłowicach.

Z zachowanych dokumentów wynika, że w ciągu kilku miesięcy w obozie zmarło ponad 1800 osób, także z powodu epidemii tyfusu. Tablice - w języku polskim, niemieckim i angielskim - trafiły na postawiony w tym miejscu monument dopiero w ostatnim dniu października ub. roku. Napis brzmiał: "W 1945 roku komunistyczne władze zorganizowały tu obóz pracy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego dla osób podejrzanych o kolaborację z hitlerowcami. Znalazło się wśród nich wielu niewinnych mieszkańców Śląska."

Już w następnym miesiącu pojawiły się protesty, że nie ma zgody na "kolaborację". Głos podnieśli m.in.: Dorota Boreczek - jako nastolatka więziona w obozie, Andrzej Roczniok - inicjator pomnika z Ruchu Autonomii Śląska, Rudolf Kołodziejczyk ze Związku Ludności Narodowości Śląskiej, przedstawiciele Przymierza Śląskiego, Federacji Rozwoju Śląska. Ich zdaniem maleńka grupa faktycznych kolaborantów nie powinna być w ten sposób "wyróżniona", a w obozie przebywały również dzieci i osoby schorowane.

- Liczymy, że niefortunne sformułowanie na tablicach zostanie poprawione - mówią zgodnie. Argumentują, że słowo: "kolaboracja", ich zdaniem wymagałoby szerszego wyjaśnienia, na które nie ma miejsca na tablicy. "Konieczne byłoby przypomnienie wezwania biskupa Adamskiego do przyjmowania niemieckiego obywatelstwa, apel rządu londyńskiego do niesprzeciwiania się obywatelstwu niemieckiemu, jak również akceptacja polskiego podziemia wojennego na Śląsku" - uzasadniają.

Tablice zniknęły z monumentu, ale jak przekonuje wiceprezydent Świętochłowic, Rafał Świerk, nie ma to nic wspólnego z protestem niektórych organizacji śląskich.

- Zauważyliśmy błędy literowe w tekstach w języku niemieckim i angielskim - wyjaśnia samorządowiec. - Propozycję usunięcia słów "dla osób podejrzanych o kolaborację z hitlerowcami" zamierzamy przedyskutować z historykami i prawnikami.

Obecną treść tablicy zaakceptowała Rada Pamięci Walk i Męczeństwa. Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady powiedział nam, że każde słowo z tej tablicy było drobiazgowo analizowane, bo temat jest wrażliwy i delikatny.

- Przeprowadziliśmy liczne konsultacje z historykami, także IPN oraz obozu KL Auschwitz-Birkenau. Niczego nie robiliśmy naprędce. Jeżeli teraz nie pojawią się nowe fakty, to nie widzę powodów, by cokolwiek zmieniać, ulegać czyimkolwiek naciskom i wybielać historię - mówi Przewoźnik.
Teresa Semik - POLSKA Dziennik Zachodni
POLSKA Dziennik Zachodni
Tablice upamiętniające ofiary obozu na Zgodzie powrócą prawdopodobnie w czerwcu
18.04.2008
Nowe tablice mają być lepsze, bo już podobno kontrowersji nie budzą. Poprzednie oburzały krewnych i rodziny ofiar obozu, między innymi Pawła Nowoka.

Po raz kolejny zniknęły tablice pamiątkowe spod bramy byłego niemieckiego obozu Auschwitz i Obozu Pracy Świętochłowice - Zgoda. Tym razem ma to być już ostatni raz. Ponownie wrócą na swoje miejsce prawdopodobnie w czerwcu, kiedy do Urzędu Miasta trafi opinia dotycząca nowego napisu.

Pierwsze tablice zostały zamontowane w czerwcu ubiegłego roku. Dokonali tego krewni ofiar pomordowanych w obozie i ich najbliżsi. Wkrótce potem władze miasta nakazały ich usunięcie. Decyzję uzasadniając brakiem konsultacji w sprawie zawieszenia tablic, a sam akt ich montażu nazywając nieuprawnionym.

W październiku pojawiły się kolejne. Żywot tych drugich był równie niespokojny. Okazało się, że napis w języku angielskim i niemieckim jest błędnie przetłumaczony, a dodatkowo budzi kontrowersje wśród rodzin zamordowanych.


- W tym miejscu w latach 1943-1945 na terenie Huty Zgoda w Świętochłowicach mieściła się filia niemieckiego Obozu Auschwitz Nebenlager Eintrachthutte, w którym więziono tysiące więźniów różnych narodowości. W 1945 roku komunistyczne władze zorganizowały tu obóz pracy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego dla osób podejrzanych o kolaborację z hitlerowcami. Znalazło się wśród nich wielu niewinnych mieszkańców Śląska. Brama jest pozostałością funkcjonujących w tym miejscu obozów. Pamięci ofiar totalitarnej przemocy systemów nazistowskiego i komunistycznego. Niech ich los będzie przestrogą dla przyszłych pokoleń - głosił napis na tablicy umieszczonej pod bramą w październiku.

Zdaniem rodzin i krewnych ofiar obozu podkreślenie, że więziono tu również kolaborantów godzi w ich dobre imię i prawdę. Urzędnicy odpowiadali, że te słowa były konsultowane i zatwierdzone, między innymi przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie oraz Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Kontrowersyjne tablice usunięto w marcu. Po pierwsze do poprawki językowej, po drugie formalnej. Jeszcze raz powróciły na swoje miejsce, aby po kilku dniach ponownie zniknąć, tym razem już na dłużej, bo prawdopodobnie do marca.

- Pierwszy raz w tym roku zostały usunięte na polecenie urzędu miasta. Trafiły do kamieniarz, który miał poprawić błędy w tłumaczeniu. Jak się okazało, po wykonaniu pracy pojechał na miejsce i na nowo je zamontował. Czym prędzej je usunęliśmy. Zostaną umieszczone pod bramą dopiero wtedy, kiedy nowa treść napisu zostanie zaopiniowana przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie - mówi Roman Penkała rzecznik prasowy urzędu miasta.

Nowe, mają być lepsze, bo już podobno kontrowersji nie budzą. - Treść napisu była konsultowana z zainteresowanymi. Postanowiliśmy usunąć słowa budzące największy sprzeciw i przerobić cały napis - zapowiada Penkała.

Czym był "Obóz Zgoda"

Filia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince znajdowała się w Zgodzie od czerwca 1943 roku, do czasu likwidacji przez Niemców w styczniu 1945 roku tuż przed wyzwoleniem Górnego Śląska spod okupacji.

jeszcze w lutym tego samego roku na Zgodzie został otwarty i uruchomiony obóz pracy przymusowej podległy Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, którego komendanturę objęła Salomon Morel. Obóz funkcjonowała aż do listopada 1945 roku. Służby bezpieczeństwa, milicja i NKWD więziły tu Niemców, ludzi podejrzanych o kolaborację, tylko na podstawie podpisu volkslisty oraz sprzeciwiającym się nowemu ustrojowi.

Przez obóz przewinęło się w sumie około 6 tys. osób. Blisko 1.855 zginęło z powodu głodu, chorób lub przez rozstrzelanie.

Justyna Przybytek - POLSKA Dziennik Zachodni







ze spornymi napisami chyba się uporali,inaczej obciach na całego.
rok 1945
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-01-23, 09:54   

Tablice wrócą za miesiąc

W ciągu miesiąca ma się wyjaśnić sytuacja tablic pamiątkowych, które przed rokiem zniknęły sprzed bramy byłego niemieckiego obozu Auschwitz i Obozu Pracy Świętochłowice - Zgoda.

- Sprawa wydania opinii jest nadal w rękach sekretarza, ale myślę, że w ciągu miesiąca możemy liczyć na wydanie opinii - wyjaśnia Adam Siwek z warszawskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Chodzi o obligatoryjną ocenę, czy proponowany przez samorząd Świętochłowic, a ustalony wcześniej z przedstawicielami rodzin i krewnych ofiar obozu, tekst, który miałby zostać wyryty na tablicach, jest odpowiedni.

Przypomnijmy, sprawa tablic ciągnie się od lat. Przed bramą przy ulicy Wojska Polskiego w Świętochłowicach, jedynej pozostałości po obozie, zostały zamontowane w czerwcu 2007 roku przez krewnych więźniów. Wkrótce potem władze miasta nakazały ich usunięcie. Decyzję uzasadniając brakiem konsultacji w sprawie zawieszenia tablic. W październiku 2007 pojawiły się kolejne, firmowane przez magistrat. Okazało się, że napis jest kontrowersyjny. Dodatkowo tłumaczenia na język angielski i niemiecki są błędne. Rodziny zamordowanych protestowały. Tablice ponownie usunięto. Do tej pory nie wróciły na swoje miejsce. "Brama ta, jest pozostałością po funkcjonujących w tym miejscu obozach, w których, w nieludzkich warunkach, przetrzymywano i katowano więźniów różnych narodowości" - to część napisu, który w końcu ustalono.

- To najbardziej kompromisowy tekst - przyznaje Piotr Kindler z Wojewódzkiego Komitetu ochrony Walk i Męczeństwa. - Ale wiemy, że w Warszawie podobała się poprzednia wersja. Nam również zależy na czasie, bo sprawa ciągnie się zbyt długo - dodaje

http://swietochlowice.nas...nia/950180.html

Warszawie podobała się poprzednia (kontrowersyjna )wersja bo została narzucona przez pana Przewoźnika sekretarza Rady KOWiM, on też blokuje zaopiniowanie ustalonej obecnie ( nie jak nadmienia artykuł przez przedstawicieli ofiar i rodzin ,ale przez powołany w tym celu komitet grupujący zarówno przedstawicieli rodzin ale także wszystkie liczące się na Ślasku organizacje)
Należy dodać ,że do kompetencji Rady nie należy narzucanie tekstu a jedynie opiniowanie.
Pan Przewoźnik dał już wielokrotnie wyraz swoistego pojmowania problemów historii Śląska .
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-01-27, 21:02   Opinia w sprawie tablicy upamiętniającej ofiary obozu.

Opinia w sprawie tablicy upamiętniającej ofiary obozu utknęła w Warszawie

Na razie pod bramą obozu zamiast tablic jest pusty plac i sterta kamieni.

Jak długo można analizować i rozpatrywać kilkunastowierszowy tekst upamiętniający mękę ofiar filii byłego niemieckiego obozu Auschwitz i Obozu Pracy Świętochłowice-Zgoda? Prawie rok.

Tyle czasu zajmuje ocena stosowności i poprawności napisu pracownikom warszawskiej Rady Pamięci Walk i Męczeństwa. Zajmujący się tablicami Adam Siwek twierdzi, że sprawa jest w toku i zaleca cierpliwość.

Cierpliwości brakuje już rodzinom i krewnym ofiar pomordowanych w Zgodzie.

- To starsi ludzie, boją się, że nie dożyją już upamiętnienia dramatu swoich bliskich - mówi Eugeniusz Nagel, przewodniczący katowickiego oddziału Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców Województwa Śląskiego.

Sprawa świętochłowickiego miejsca pamięci ciągnie się już od lat. Pierwsze tablice pamiątkowe przed bramą, jedyną pozostałością po obozie, pojawiły się w czerwcu 2007 roku. Inicjatorami projektu były rodziny ofiar obozu. Tablice wkrótce zniknęły, gdyż świętochłowiccy urzędnicy uznali, że zostały zamontowane bez akceptacji władz i zawierały błędy. Kolejne ustawiono pod koniec października 2007 roku. Trzy płyty z napisem tłumaczonym na język polski, niemiecki i angielski wywołały burzę. Nie dość, że tłumaczenia zawierały błędy, to na dodatek rodziny i organizacje popierające powstanie pomnika na Zgodzie poczuły się dotknięte tym, że nowy napis firmowany przez magistrat zawiera zdanie, iż w obozie znajdowały się osoby podejrzane o kolaborację z hitlerowcami.

Burza trwała do 2008 roku. W kwietniu po konsultacjach z przedstawicielami rodzin więzionych, Ruchu Autonomii Śląska, Związku Górnośląskiego, a także z Wojewódzkim Komitetem Walk i Męczeństwa ustalono już ostateczną wersję napisu.

- Treść została poddana społecznym konsultacjom i uzgodniona z wszystkimi zainteresowanymi stronami, uwzględniającymi uwagi dr Adama Dziuroka, naczelnika biura edukacji publicznej Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach - wyjaśnia Roman Penkała, rzecznik urzędu miasta w Świętochłowicach.

"W tym miejscu w latach 1942-1943 mieścił się obóz pracy przymusowej dla ludności pochodzenia żydowskiego, a następnie w latach 1943-1945 filia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. W 1945 roku (luty-listopad) polskie władze komunistyczne zorganizowały tu Obóz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, głównie dla mieszkańców Górnego Śląska. Brama ta jest pozostałością po funkcjonujących w tym miejscu obozach, w których, w nieludzkich warunkach, przetrzymywano i katowano więźniów różnych narodowości. Pamięci ponad dwóch tysięcy ofiar totalitarnej przemocy systemów nazistowskiego i komunistycznego, które za tą bramą straciły życie" - tak brzmi wersja popierana przez wszystkie strony. Wszystkie, oprócz Rady Pamięci Walk i Męczeństwa z Warszawy, która nadal jej nie zaopiniowała. Dlaczego?

- Wiemy, że w Warszawie podobała się poprzednia wersja (z kontrowersyjnym zapisem o kolaborantach - przyp. red.) - przyznaje Paweł Kindler z Wojewódzkiego Komitetu Walk i Męczeństwa w Katowicach. - Naszym zdaniem trzecia propozycja to najbardziej kompromisowy tekst. Sprawa ciągnie się zbyt długo, ale nie mamy na nią żadnego wpływu - dodaje.

Na pośpiech nalegają także świętochłowiccy urzędnicy.

- Wysyłamy monity do komitetu w Katowicach i do rady w Warszawie, oczekując wydania opinii - zapewnia rzecznik Penkała.

Bez opinii z Warszawy tablice nie mogą znaleźć się przed bramą. To wymóg nakładany przez art. 4 Ustawy o Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który nakłada obligatoryjny obowiązek zasięgania opinii rady jeszcze przed wykonaniem trwałych znaków i obiektów upamiętniających walki i męczeństwo.

- Niestety, ten przepis nie narzuca żadnych ram czasowych - przyznaje Kindler. Z kolei gdyby tablice zostały zamontowane bez opinii, władze rady mogłyby nakazać ich usunięcie.

- To wstyd, że tablic nadal nie ma - denerwuje się Nagel.

Wstydzili się już wszyscy, od samorządowców, po mieszkańców Świętochłowic. Ostatnio 17 czerwca. Tego dnia każdego roku pod bramą odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary więzione w świętochłowickim obozie. W ubiegłym roku kwiaty składano jednak na pustym placyku. W tym roku może być podobnie. Jeszcze kilka dni temu Adam Siwek z rady zapowiadał, że opinia co do treści tablic pojawi się w ciągu miesiąca. Później wycofywał się już z tych zapewnień. A sekretarz generalny rady, Andrzej Przewoźnik, był dla nas nieuchwytny.
Justyna Przybytek - POLSKA Dziennik Zachodni 27.01.2008
http://swietochlowice.nas...nia/952471.html
 
     
Hajduk 
Kronikarz



Imię: Henryk
Wiek: 60
Dołączył: 25 Wrz 2008
Posty: 3855
Skąd: Hajduki
Wysłany: 2009-01-28, 08:16   

"Moda" na ubeków,esbeków,TW,komunistów i czort wie jeszcze jakich upiorów nadal trwa,wygnać za ural tego warszawskiego kacyka razem z ipeenem,może wtedy coś się odbędzie w cywilizowany sposób.
Nie dość że wypuścili Morela po pierwszych przesłuchaniach,bo jezdził sobie w te i wewte pzrygotowując grunt pod obywatlstwo.To jeszcze teraz...("Oko za oko" Jonha Sacksa się kłania) czyli w tym roku jej nie będzie
 
     
prezes 
Mieszkaniec
autonomista



Imię: m...
Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Posty: 1115
Skąd: SH, Praha
Wysłany: 2009-02-02, 19:20   

Relacje z roznych mediow - wklejac tresci az tylu nie dam rady
Z forum poza mna obecnych jeszcze pare osob
http://wiadomosci.onet.pl...ie_lokalne.html
http://www.mmsilesia.pl/4...o?category=news
http://www.tvs.pl/informacje/8305/
http://www.mmsilesia.pl/b...ic+-+Zgody.html
http://ww6.tvp.pl/6605,20090131872722.strona
http://www.mmsilesia.pl/4...etochlowic-foto
http://wyborcza.pl/1,9144...ch_Zgodzie.html
http://fakty.interia.pl/n...6f8a?source=rss
http://www.radio.katowice...sz-pamieci.html
http://www.radioem.pl/?pa...single&id=15649
http://wiadomosci.onet.pl/2699,miasto.html
http://ww6.tvp.pl/19817,20090131872786.strona
http://www.polskatimes.pl...zgody,id,t.html
_________________
PORADZILIMY!
PORADZYMY DALIJ?
NO TOĆ!!
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-03-05, 17:30   

27.02.2009 Dziennik Zachodni ( wydanie lokalne - Świętochłowice) zamieścił wzmiankę jakoby Ofiary Obozu Zgoda miałyby wkrótce zostać upamietnione. Chodzi oczywiście o sprawę Tablic. Jak wiadomo treść wzmiankowanych tablic została ustalona przez komitet społeczny budowy pomnika , zawiera treści pod którymi podpisały się wszystkie zainteresowane strony.
Do umieszczenia tablic potrzebna jest tylko opina Pana Sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika - tylko opinia!
Ze zdziwieniem czytamy w informacji ,że Pan Selretarz rości sobie prawo do narzucania swojego tekstu

cyt"- Nowy wniosek - propozycja, która została przesłana do Rady OPWiM, został poddany ponownemu sprawdzeniu i analizie, a także dodatkowym konsultacjom. Po ich zakończeniu, co powinno nastąpić jeszcze w tym miesiącu, w pierwszych dniach marca zostanie sformułowany ostateczny tekst napisu i przekazany wnioskodawcom - wyjaśnia Andrzej Przewoźnik."

Kolejny raz Pan Sekretarz stawia się ponad prawem-
Nie może pozostać to bez odpowiedniej reakcji .
http://aip.az.pl/dfk/index.php?op=1
Należałoby dodać ,że przewodniczącym Rady jest Pan Władysław Bartoszewski. Dziwnym jest ,że w tej sprawie nie jest on tak aktywny ,jak w sprawie Centrum Wypędzeń i szefowej BdV Eriki Steinbach.
 
     
Hajduk 
Kronikarz



Imię: Henryk
Wiek: 60
Dołączył: 25 Wrz 2008
Posty: 3855
Skąd: Hajduki
Wysłany: 2009-03-09, 13:50   

wydaje mi się że gdyby chodziło o żołnierzy AK,WiNu lub holokaust,to skończyło by się tak:już nikt nigdy o tym panu nie usłyszy.A tak chłopina-sekretarzyna chce zaistnieć w prasie i z nudów chce sobie porządzić,że niby co to on nie jest.Wydaje mu się że jest ekspertem od spraw śląskich,zna specyfikę regionu,folkslist i reszty spraw Śląska od powstań.Albo po prostu duch Morela się kłania,należy zwrócić uwagę ile ludzi pracowało w UB,od najwyższego szczebla aż do komendantów obozów i więzień jego pochodzenia.To teraz nie jest wygodne więc lepiej odwracać kota ogonem,gmatwać ,jakby to była wina osadzonych w tym obozie lub pokolenia powojennego.Tutaj się kłania John Sack i jego "Oko za oko".
Andrzej Przewoźnik ma 42 lata. Od 13 lat pełni funkcję sekretarza generalnego ROPWiM (został powolany 1 września 1992 r. przez premiera Hannę Suchocką). Może za długo?
Zresztą co tu dużo mówić,


Mniejszości narodowe oskarżają Przewoźnika
2008-12-03 06:30
Mniejszości narodowe żądają dymisji sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika. Zarzucają mu stosowanie podwójnych standardów w kwestii upamiętniania poległych Polaków i nie-Polaków - dowiedziała się "Rzeczpospolita".
Wszystkie ich zarzuty są nieprawdziwe - odpowiada Przewoźnik.

"Rz" dotarła do listu przedstawicieli mniejszości narodowych do ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego. Są w nim poważne oskarżenia pod adresem sekretarza ROPWiM. Autorzy listu zarzucają Przewoźnikowi, że ignoruje interesy obywateli pochodzenia innego niż polskie. Oskarżają go też o nacjonalizm, a część przedstawicieli mniejszości narodowych - reprezentujących m.in. Litwinów, Niemców, Ukraińców, Kaszubów i Czechów - domaga się odwołania Przewoźnika.

"To stek oszczerstw i bzdur" - odpiera atak sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Według Andrzeja Przewoźnika, akcję przygotowali Ukraińcy i Niemcy, którzy na polskiej ziemi chcą upamiętniać zbrodniarzy z UPA i esesmanów.

W tym obozie nie było zbrodniarzy z UPA i SS sprawa nie tego obozu dotyczy.tekst z http://www.wprost.pl/ar/146257/
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-05-31, 09:40   Zgoda 17.06.2009

Jak co roku 17 czerwca odbędą się uroczystości ku Czci Ofiar Obozu Zgoda Świętochłowice.
Spotykamy się pod Bramą obozu o godz 10.20 gdzie po chwili ciszy nastąpi
złożenie kwiatów oraz zapalenie zniczy.
Następnie przeniesiemy się jak co roku na cmentarz w Rudzie - Nowy Bytom
gdzie pod pomnikiem ofiar odbędzie się dalsza część obchodów.
O godz 12.00 w kościele św. Pawła w Rudzie Nowy Bytom
mszę św w intencji ofiar celebrował będzie prałat Władysław Basista.
Zapraszamy i liczymy na obecność
TSKN woj. śląskiego
http://aip.az.pl/dfk/
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-06-18, 21:40   

Relacja z obchodów
http://www.swce.pl/Pamiec-i-obowiazek,4787
 
     
dfk 
Imprezowicz
dfk


Imię: Eugen
Dołączył: 12 Mar 2006
Posty: 3575
Skąd: Chorzów / Königshütte
Wysłany: 2009-07-05, 12:22   Co noc z baraków obozu w Świętochłowicach dobiegały krzyki

http://polskatimes.pl/dzi...rzyki,id,t.html

Po przejściu Armii Czerwonej przez Śląsk władze sowieckie i polskie postanowiły wykorzystać zachowane niemieckie obozy do umieszczania w nich Niemców, volksdeutschów i podejrzanych o wrogi stosunek do komunistów. Jednym z takich miejsc był obóz Zgoda w Świętochłowicach.
Chodzimy po trupach - mówi 78-letnia Dorota Boreczek, była więźniarka Zgody. Idziemy wzdłuż ul. Wojska Polskiego w Świętochłowicach. W tym miejscu w czasie wojny znajdował się nazistowski obóz koncentracyjny Eintrachthütte, filia KL Auschwitz, a potem, w 1945 r., powstał komunistyczny obóz pracy, filia łagru w Jaworznie. Pani Boreczek nazywa go polskim obozem koncentracyjnym.

- Naziści w ciągu dwóch lat wojny wymordowali tu około 400 osób. Komunistom wystarczyło 10 miesięcy na zabicie ponad 2 tysięcy więźniów - mówi Dorota Boreczek.

Jesteśmy na dawnym miejscu kaźni. Po zbrodniach sprzed 64 lat ani śladu. Po jednej stronie jezdni niewielkie zakłady produkcyjne, po drugiej ogródki działkowe i placyk zabaw. Dorota Boreczek prawie wykrzykuje swoją bolesną opowieść, bo w okolicy gwar, głównie ze względu na znaczny ruch samochodów.

Tuż przed wyzwoleniem przez Sowietów Górnego Śląska spod okupacji hitlerowskiej Niemcy zlikwidowali obóz. Za okupacji nazistowskiej rządzili nim SS-Hauptscharführer Josef Remme-le, a potem SS-Hauptscharführer Wilhelm Gehring. Obóz składał się z drewnianych baraków dla więźniów. Tylko barak administracyjny był murowany. Teren ogrodzony był podwójnym drutem kolczastym pod napięciem, a przestrzeń między drutami wynosiła 1,5 metra i była wysypana piaskiem. Obóz oświetlało 10 reflektorów, a w rogach stały wieże wartownicze. Gotową infrastrukturę już w lutym 1945 r. wykorzystali komuniści, urządzając w tym miejscu obóz pracy przymusowej, podległy Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego.

Pod komendanturą Salomona Morela, okrutnego strażnika więziennego (oskarżonego w 1996 r. o ludobójstwo) obóz pracy szybko przekształcił się w obóz zagłady. Działał on do listopada 1945 r. Po wojnie więzionych w nim było od 6 do 10 tys. osób. Oficjalnie mówi się o 1855, które zginęły w Zgodzie z głodu, chorób lub przez rozstrzelanie. Nieoficjalnie liczbę ofiar szacuje się na 2,5 tys.
Urząd Bezpieczeństwa, milicja i NKWD więziły w nim przedstawicieli 13 narodowości. Najwięcej Niemców i Ślązaków podejrzanych o kolaborację, za podpisanie volkslisty, nie umiejących mówić po polsku, sprzeciwiających się nowemu ustrojowi.

- Nigdy nie dowiedziałam się, za co zostałam aresztowana. Nie donosiłam, nie współpracowałam z nazistami. Kiedy w 1991 roku w sądzie w Bytomiu zapytałam: "Za co?", nazwano mnie wariatką - mówi Dorota Boreczek. - W wieku 14 lat zostałam w obozie opiekunką mojej zgwałconej i skatowanej matki. Wyszłam stamtąd jako staruszka - opowiada. - To było piekło. Wszy, szczury, pluskwy, tyfus, czerwonka, głód. Ludzie z wycieńczenia padali na ziemię i marli, byli katowani i głodzeni. W Zgodzie nie było bohaterów. Pamiętam kobietę, która umierała przed barakiem. Rzucili się na nią, zdzierali z niej ubrania, a ona żyła i błagała: "Pozwólcie mi umrzeć". To było zezwierzęcenie. Kiedy zachorowałam, jakaś kobieta przygarnęła mnie pod swój koc. Gdy odzyskałam przytomność, ona nie żyła, a ja byłam szczęśliwa, że mam coś do przykrycia.

Dorota Boreczek przetrwała. Z konającą matką dotarła do domu babki w Katowicach. Obóz był dla niej początkiem późniejszej gehenny. Była wzywana i wielokrotnie przesłuchiwana przez ubeków. W latach 70. wyjechała do Niemiec. Dostała zakaz powrotu do kraju. W 1974 r. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych pojawiła się notatka na jej temat. Jak się później dowiedziała, jedna z kilkuset. Że reprezentuje zdecydowanie wrogi stosunek do PRL, że współdziałała w ucieczce z kraju Polaka, który przekazał amerykańskiej służbie wywiadowczej istotne dla interesów kraju informacje. Dopiero w listopadzie 1989 r. została skreślona z indeksu osób niepożądanych w PRL. Dwa lata później przyjechała do kraju. Pierwsze kroki skierowała do Zgody. Była przerażona. Zobaczyła ogródki działkowe, dzieci bawiące się w piaskownicy. Taki obrazek w Zgodzie można oglądać do dziś.

Życie przy ul. Wojska Polskiego toczy się zwyczajnie. Jest pamiątkowa brama obozowa, ale niezauważalna. Jako brama wjazdowa na ogródki działkowe. To dlatego byli więźniowie, którzy przeżyli Zgodę, na początku lat 90. zaczęli się organizować i korespondować z władzami. Chcieli upamiętnienia krwi przelanej w obozie. - Jeden z nieżyjących współwięźniów tuż przed śmiercią napisał do mnie błagalny list, że jego ostatnią wolą jest, aby godnie pogrzebano ciała jego małej córeczki i żony, które leżą gdzieś tu w tej ziemi - mówi Dorota Boreczek. - To hańba, że na mogiłach urządzane są grille. W tym miejscu lała się krew!

17 czerwca 2009 r. minęła 15. rocznica od pierwszego spotkania byłych więźniów w miejscu obozu. Co roku pojawia się kilkanaście osób, garstka jeszcze żyjących. Palą znicze, składają kwiaty i złorzeczą miastu i władzom państwa. W Świętochłowicach mało kto wie o obozie w Zgodzie. To nie jest temat tabu, zwykła niewiedza. Miasto zaściankowe, sypialnia regionu. W Świętochłowicach nie szanuje się historii. Reprezentacja miasta nie wzięła udziału w uroczystościach 17 czerwca.

Po likwidacji obozu została z niego wysoka na kilka metrów brama. Do niedawna wydawało się, że to jedyna pamiątka po tragicznej przeszłości miasta. Okazało się, że kolejne kryją się w wybudowanych w ogródkach laubach. To okna, drzwi i drewniane bele. Obozowe pozostałości służą działkowcom.
- Znalazły praktyczne zastosowanie i dzięki temu przetrwały. Inaczej pewnie zostałyby rozkradzione i zniszczone - tłumaczy Ginter Broda ze Świętochłowic.

Pozostali przy życiu więźniowe przez wiele lat bezskutecznie walczyli o zwykłe tablice pamiątkowe, pod którymi mogliby palić znicze. Dwa lata temu więźniowie zebrali pieniądze i ufundowali tablicę pamiątkową, opłacili jej montaż. To było w czerwcu 2007 roku. Ocknęli się wtedy miejscowi urzędnicy i uznali ten montaż za nielegalny, bo tablice pojawiły się bez ich akceptacji. Więc je wkrótce usunęli.
W październiku 2007 roku nowe tablice firmował już Urząd Miejski. Trzy płyty z napisem tłumaczonym na polski, niemiecki i angielski wywołały jednak burzę, bo nie dość, że zostały nieudolnie przetłumaczone, to podawały, że w obozie znajdowały się "osoby podejrzane o kolaborację z hitlerowcami".

- Tak, był w obozie barak nr 7, oficjalnie dla kolaborantów, ale tam były trzymane między innymi kilkuletnie dzieci - mówi Boreczkowa. Z dziećmi w baraku trzymani byli więźniowie podejrzani o przynależność do NSDAP i innych organizacji nazistowskich.

Wojna o tablice trwała do początku 2008 roku. W kwietniu treść napisu skonsultowano z przedstawicielami rodzin więzionych, Związku Górnośląskiego, a także z Wojewódzkim Komitetem Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Włączył się też Ruch Autonomii Śląska i wreszcie osiągnięto kompromis. Ustaloną wersję napisu władze Świętochłowic odesłały do warszawskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W stolicy tekst na tablicę w Zgodzie utknął na ponad rok. Zamontowano ją dopiero teraz, 16 czerwca bieżącego roku.

Więźniowie uznali, że to dopiero pierwszy krok. Teraz mówią o masowych mogiłach. Kilku z nich brało udział w grzebaniu zabitych, potrafią zlokalizować mogiły. W IPN twierdzą, że to sprawa Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w radzie nie o tym chcą słyszeć, a w katowickiej delegaturze twierdzą, że jeśli mogiły są, to świadkowie powinni złożyć pisemne wnioski. Czyli przeciągają sprawę.
- Urzędnicy czekają, aż pomrzemy i będą mieli spokój. Wtedy o sprawie już nikt nie będzie pamiętał. Oni po prostu pamiętać nie chcą - mówi Boreczek.

W Zgodzie nie rozliczono się również ze zbrodniarzami. Winy uszły płazem Salomonowi Morelowi, byłemu komendantowi obozu pracy. Nigdy nie stanął przed polskim sądem.

W styczniu tego roku Instytut Pamięci Narodowej umorzył śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych i przeciwko ludzkości popełnionych od lutego do listopada 1945 roku w obozie Świętochłowice-Zgoda, ponieważ Morel zmarł w Tel Awiwie 14 lutego 2007 roku.

Wcześniej śledztwa nie udało się nawet zakończyć, bo Morel przebywał w Izraelu, a rząd tego kraju odmawiał jego ekstradycji.

- Nienawidzę Salomona Morela. Bił, katował, mordował. Doprowadził do tego, że wszyscy straciliśmy godność i zachowywaliśmy się jak zwierzęta - mówi twardo Dorota Boreczek

Nie ma w mieście żadnego pomysłu, jak upamiętnić miejsce kaźni, stworzyć muzeum obozu w Zgodzie albo chociażby zebrać ocalałe pamiątki z tamtego okresu.
Justyna Przybytek Dziennik Zachodni
.................................................................................................................................
Co do artykułu to dziwi i bulwersuje mnie i członków naszego towarzystwa fakt pominięcia w tekscie , zresztą nie po raz pierwszy TSKN Śląsk -głównego organizatora obchodów .
Także nasze interpelacje w sprawie tablic w UM Świętochłowice oraz Urzędzie Wojewódzkim ,jak również u ministra Przewoźnika w ROMWiM w Warszawie pominięto milczeniem- dlaczego?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
| Wsparcie techniczne: e-matteo.pl

Nasz email


Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 11